Szczęśliwy związek – O czym jest to zdanie?

– O tym, że mężczyzna nie rozumie kobiety, poniża, bywa agresywny. Zranione kobiety często mówią tak swoim córkom – chodzi o to, że mężczyźni to emocjonalne, seksualne i życiowe prymitywy. Albo ojcowie synom: „Jeśli nie zdobędziesz tego siłą, to nie będziesz miał”. I tak powstaje wzorzec macho. Te „życiowe wskazówki” mogą być wyrażane nie wprost, lecz zachowaniem rodzica.

Potem następuje samospełniające się proroctwo?

– Tak, bo taki mężczyzna na wszystko reaguje siłą, a świat musi się wtedy bronić. Kobieta zachowuje się tak, jakby wszyscy ją krzywdzili i czuje się ofiarą. A ofiara nie jest w stanie wziąć za siebie odpowiedzialności i wchodzi w chore zależności. No i oboje umacniają się w swoich przekonaniach.

Jeśli mężczyzna przekonany o tym, że musi walczyć, spotka kobietę, która wie, że faceci to prostaki, to dobrali się w korcu maku?

– Te schematy są spójne. I teraz to dopiero można szukać winnych! Przypomina to kręcenie się na karuzeli. Kiedy mam taką parę w gabinecie, zachęcam ich do zauważenia tego, że są w szponach samospełniających się przepowiedni. Pytam: „Czy jesteście państwo w stanie zrezygnować z oskarżeń i przyjrzeć się karuzeli, czyli temu, jak na siebie reagujecie, co mówicie, jak myślicie”. Sugestia, że terapia nie polega na szukaniu winnych, nie jest łatwa do przyjęcia, to bardzo ważny element psychoterapii.

Najczęstszy model karuzeli, który widzę, to – ona: „Bo ty mi w niczym nie pomagasz”. On: „Bo ty nie dasz sobie pomóc i robisz wszystko najlepiej”. Ona: „Robię, bo muszę, bo ty nic nie robisz”.

– Albo: „Jesteś zbyt opiekuńcza dla naszego syna”. No i matka zganiona przez partnera ma jedyną pociechę w synu, który jest uczuciowo blisko. A jak jest blisko, to ojciec czuje się wykluczony. Żona czuje się skrzywdzona, a jak ktoś się czuje skrzywdzony, to jednocześnie lepszy, wyższy moralnie. Są przecież lepsi i gorsi, winni i niewinni. I karuzela nabiera tempa. Człowiek, który czuje się lepszy moralnie, wpisuje się w mitologię męczeńską, a przecież „Polska jest Chrystusem narodów”. I martyrologia narodowa współpracuje z martyrologią osobistą. To dwie perspektywy tylko pozornie są daleko od siebie

Poczucie bycia ofiarą zwalnia od pracy nad sobą?

– Tak. Cierpię z nadzieją, że ktoś mnie pocieszy. Zrobi coś dla mnie i za mnie.

Na karuzeli kręci się dwoje skrzywdzonych dzieci?

Bo zrzucanie odpowiedzialności za swoje życie lub branie je w nadmiarze za kogoś nie jest dojrzałe.

– Można tak powiedzieć. Ludzie często trafiają na psychoterapię z nadzieją, że on – psycholog, powie jemu – małżonkowi, czy jej – małżonce, że go/ ją krzywdzi. Czyli jedno jest skrzywdzone, a drugie krzywdzi. Tylko że oboje zarzucają sobie to samo. A psychoterapia nie jest od bycia po czyjejś stronie. Terapeuta zaprasza do przyjrzenia się temu, jak uwikłali się w tę karuzelę.

Mówiliśmy o życzliwej ciekawości, ale na tej karuzeli raz, że ciężko o ciekawość, dwa – o życzliwość. Życzliwości i ufności towarzyszy wiara, że ktoś nie krzywdzi mnie intencjonalnie, a w takiej sytuacji wiary brak.

– Zakładanie złej woli zdejmuje z człowieka obowiązek zmiany. Często słyszę: „Niech pan zobaczy, co ona/on robi!”. Tymczasem można podjąć wysiłek spojrzenia na sytuację bez oskarżenia, ze zrozumieniem tego, co się dzieje.

Jak to przełożyć na codzienną partnerską rutynę?

– Kiedy mąż/żona wraca z pracy i jest nierozmowny, rozdrażniony, nie mówić: „Jesteś taki sam/sama jak twój ojciec. Już nie mogę z tobą wytrzymać, mam dość”, tylko zaciekawić się. Zapytać, co się stało, zaproponować rozmowę.

Psychologia
Psychologia

Jeśli odpowiedź będzie jak prawy sierpowy: „Odczep się, nie drąż”?

– Uszanować to. Może wybrałam/ wybrałem zły moment? Jeśli mąż milczy, można przeżywać to np. w sposób bierno-agresywny, ale można inaczej.

Bierno-agresywny, czyli nie odzywam się i prasując, upuszczam mu „przypadkiem” deskę na nogę?

– Na przykład. Można też wylewać żale, kłócić się, oskarżać. Jeśli żona ciągle beszta męża, to przyjrzyjmy się, co jest pod tym besztaniem. Co ona przeżywa i jak się czuje. Może pod tym besztaniem jest lęk przed samotnością. Można też zastanowić się, co on przeżywa. Bez tego wzajemnego zaciekawienia, tych „życzliwych poszukiwań” trudno będzie zsiąść z karuzeli.

A może najlepszym sposobem na zejście z niej jest rozwód?

– Niekoniecznie. Nawet w przypadku samochodu, jak coś się w nim zepsuje, to nie oddajemy go do kasacji, lecz do naprawy. Jedno jest pewne: to naprawianie nie polega na powróceniu do tego, co było, tylko na stworzeniu nowego związku. Innego. Potrzebny jest nowy projekt.

Ja za tym słowem nie przepadam, ale fakt, żyjemy w czasie projektów.

– Dla mnie to słowo ma sens, bo podpowiada poczucie sprawczości. Zadanie, wyzwanie. Trzeba się przygotować, spakować, wybrać nową drogę. Wierzę w sens mentalizacji, a więc w umiejętność wmyślania się w drugiego człowieka.

Wymyślanie? To wrażliwość i uważność dla drugiego człowieka?

– I zaciekawienie tym, co drugi myśli. Jest jeszcze jedna rzecz sprzyjająca dobrej jakości życia w parze: równowaga między razem a osobno. Są rodziny, w których miłość powoduje lekceważenie wolności, i takie, w których wolność jest wartością, dla której lekceważy się miłość. Często samotni są samotni, bo przeszacowali wolność. Tak ją cenią, że nie mają miejsca na związek. A pod spodem jest bardziej lęk przed bliskością albo lęk  przed utratą kontroli. Nie przypadkiem w języku polskim „więź” ma ten sam rdzeń co „więzienie”. Więc jeśli ktoś więź przeżywa jak więzienie, to nie zdecyduje się na związek.

Ale paradoks polega na tym, że ludzie bojący się bliskości też żyją w związkach. I wtedy będąc mężem/żoną, mając dzieci, uciekają w role. W kontrolę. Rytm życia zapracowanych rodziców nie sprzyja bliskości, dzięki rutynie, brakowi czasu dla siebie, można od bliskości uciec. Tu zataczamy koło, wracając do syndromu pustego gniazda.

– Jest w człowieku taki kawałek, który chce być razem, i taki, który chce być osobno. Pamiętam rodzinę w psychoterapii, w której mąż miał stare auto i nie chciał go za nic w świecie zmienić na nowe. Miał je po to, żeby nie być w domu z żoną i dziećmi, tylko rezydować w garażu przy podwoziu i całymi godzinami naprawiać to auto. Ludzie mają różne kryjówki.

Jedni mają je w garażach, inni na stołkach prezesów. Smutne.

– Ale na pani pytanie o wspólne, dobre życie nie mam jednej odpowiedzi, bo to zależy od tego, jakie ludzie mają potrzeby. Niektórzy dobiorą się tak, że nie będą zbyt blisko, ale im to wystarczy i stworzą udane małżeństwo. Dobra odległość to taka, na którą żadne się nie skarży, niezależnie od tego, jaka ta odległość jest. I wtedy nie muszą wywalczać autonomii albo nie domagają się bliskości.

Problem zaczyna się, kiedy ktoś chce być bliżej, bo czuje, że druga osoba ucieka, więc coraz bardziej goni, co wymusza na tej drugiej jeszcze szybszą ucieczkę. I zaczyna się problem. W pakiecie pt. dobry związek mamy: życzliwość, ciekawość, przyjaźń, otwartość, uważność, podobną potrzebę bliskości i dystansu… Coś by się jeszcze znalazło. Ale nie da się przejść przez życie suchą nogą, więc dorzucę zgodę na los.

– Dobre życie w rodzinie nie może obejść się bez cierpienia, urazów, trudnych wyzwań, zakrętów. Myślę sobie, że to dobre życie polega na tym, że udaje nam się przejść przez kolejne fazy rozwoju – rozwijając się właśnie, a nie zatrzymując na tych progach. W dobrej relacji nie ma miejsca na ranienie siebie nawzajem. Bo kiedy tak się dzieje, to jesteśmy w pułapce. Nawet wtedy, kiedy wszystko dookoła się układa, nie ma tego, co najważniejsze.

Facebook Comments
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Ludzie

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Zabłyśnij na sylwestra – Rady mistrzyni świata w fitness cz.1

Miesiące letnie przeznaczamy zazwyczaj na odpoczynek i raczej rzadko zaglądamy wtedy na si…